Archiwum z Listopad 2005

The end of broadcast? [cz. 2]

niedziela, 27 Listopad 2005

teletorn

W pierwszej części “The end of broadcast?” pisałem o tym, że w mediach tradycyjnych treści rozchodzą się jednokierunkowo, od centrów nadawczych do pojedynczych odbiorców (jest to model nadawczy, czyli tytułowy “broadcast”). Internet z kolei składa się z węzłów, pomiędzy którymi zachodzi dwukierunkowa komunikacja – każdy węzeł może być zarówno nadawcą, jak i odbiorcą. Nowe technologie sprawiają, że nadawanie treści jest coraz łatwiejsze i coraz tańsze – dzięki serwisom blogowym wszyscy mogą publikować teksty, dzięki współczesnym telefonom komórkowym dodatkowo zdjęcia, nagrania dźwiękowe i video.

Węzły nie są jednakowo ważne – możemy przypisywać im znaczenie na podstawie np. generowanego ruchu czy ilości połączeń z innymi węzłami. Internet jest siecią bezskalową, co oznacza, że ogromna większość węzłów ma nikłe znaczenie, a niewielka część – bardzo duże (krótko mówiąc, rozkład ważności węzłów jest nierównomierny – przypomina to np. rozkład bogactwa wśród obywateli większości państw). Dlatego też możemy mówić o węzłach i superwęzłach. Przykładami superwęzłów w sieci www są np. Google, Yahoo, eBay, Slashdot etc.

Pomimo jednak występowania węzłów i superwęzłów, dystrybucja treści odbywa się pomiędzy, a nie od-do jak w mediach tradycyjnych. Ten nowy model dystrybucji będę umownie nazywał “spread”. Daje on istotną różnicę jakościową – zasięg treści zależy przede wszystkim od tego, ile węzłów faktycznie przekaże ją dalej. Jak widać, jest to znacznie bardziej demokratyczny model – tutaj to użytkownicy, a nie nadawca, decydują o faktycznym zasięgu. I chociaż nie możemy idealistycznie zakładać, że jakość równa się zasięg, to jednak założenie to spełnione jest w dużo większym stopniu w nowych mediach niż w mediach tradycyjnych.

Model konsumpcji nowych mediów różni się od tradycyjnych tym, że użytkownicy przeglądają, a nie oglądają – nawet jeśli pozostają wyłącznie odbiorcami, to i tak odbiór ten nie jest czynnością bierną. Wymaga to zresztą od nich zupełnie nowych umiejętności – oceniania i filtrowania treści.

O ile w mediach tradycyjnych wpływ odbiorców na nadawcę jest znikomy, o tyle w Internecie jest on duży i – co niemniej ważne – łatwo jest go wywrzeć. Prosty przykład: jeśli jakiś superwęzeł, np. portal, publikuje treść na temat X, z którą się nie zgadzamy, najczęściej możemy pozostawić swoją opinię w formie np. komentarza. Możemy też stworzyć stronę WWW na której wyrazimy swoje poglądy na temat X i wtedy inni odbiorcy szukając w sieci informacji o X trafią zarówno na treść pierwotną, jak i naszą.
Przykład z życia – od jakiegoś czasu jakość sprzętu i poziom obsługi klienta oferowany przez firmę Dell gwałtownie się pogorszył – doprowadziło to do powstania kilku serwisów poświęconych doświadczeniu “Dell hell”. Narzekania konsumentów na konkretną firmę to zapewne mało interesujący temat dla mediów tradycyjnych, ale wystarczy wpisać frazę “Dell computers” w Google, aby trafić na dwa serwisy anty-dellowskie już w pierwszej dziesiątce wyników.

Pytanie brzmi: czy nadejście modelu spread oznacza schyłek modelu broadcast? O tym w kolejnej, trzeciej i zarazem ostatniej części cyklu.

Fenomen milliondollarhomepage.com

czwartek, 24 Listopad 2005

alex

Historia 21-letniego Alexa z Wiltshire to świetna ilustracja do notki o artykule Freda i Farida. A to zaledwie początek tego co nas czeka w najbliższych latach. Jedno jest pewne – packshoty pudełek z “systemami marketingu wirusowego” na stronach agencji interaktywnych wyglądają w tym kontekście co najmniej niepoważnie.

Prasa w czasach hiper-informacji

piątek, 18 Listopad 2005

Przy okazji nekrologu dla France-Soir Leopold Unger pisze o roli prasy w czasach internetu:

Kryzys prasy jest światowy, każdy szuka drukowanej riposty na zjawisko elektronicznej nadinformacji, która, twierdzą niektórzy, bywa często dezinformacją, a czasem dezorientacją obywatela. Żeby kryzysowi sprostać, trzeba zrozumieć, że ratunek i misja prasy drukowanej leży nie w wyścigu z radiem, telewizją czy internetem, a w powadze i wiarygodności informacji, mądrości aktualnego komentarza i jakości kontekstu, czyli umiejscowienia newsa we właściwej hierarchii rozumu, czasu i przestrzeni. W przekazaniu czytelnikowi elementów niezbędnych nie do obejrzenia, a do zrozumienia otaczających go zjawisk, tak na przedmieściu Paryża, co w Iraku, w udostępnieniu mu klucza do rzeczywistości, instrumentu niezbędnego dla sprostania wyzwaniom jego czasów.

Advertising is a weapon of mass creation

piątek, 4 Listopad 2005

W „Gunn Report 2004” znaleźć można interesujący tekst, w którym Frederic Raillard i Farid Mokart we właściwy sobie sposób wieszczą koniec reklamy jaką znamy…

adv

W zasadzie rzecz sprowadza się do prostego spostrzeżenia, iż obecnie reklamy w umysłach konsumentów nie konkurują ze sobą lecz ze wszystkimi opowieściami przenoszonymi za pomocą mediów. I choć założyciele Marcela posługują się w swoim rozumowaniu między innymi karkołomnym przykładem, rozsławionego podczas zeszłorocznego Super Bowl, sutka Janet Jackson to trudno odmówić im racji, gdy twierdzą, że pomimo ogromnych budżetów reklamowych opowieści konstruowane przez agencje reklamowe w porównaniu z właściwym przekazem mediów są w większości przypadków bezmyślne, nudne, denerwujące i głupie.

Od tej reguły są jednak wyjątki:

Every year, some of us manage to produce stories that are noticed, understood and loved all over the planet. Some of our stories manage to find the Holly Graal of advertising: Universality. These stories are easily recognizable: They are the stories that make us laugh, cry, dance, yell, or love. They are the stories that make us react. They are the stories that really touch us as viewers. They are the stories that we love to talk about. They are the stories that we send to our friends and family through the Internet. These stories are much bigger than advertising. They are just strong stories.

Co ciekawe ratunku dla reklamy Fred i Farid upatrują w zjawiskach, które są w opinii niektórych gwoździem do trumny branży reklamowej w jej obecnej massmediowej formie – TiVo i fenomenie marketingu wirusowego:

Today the viral phenomenon is one of the biggest things happening to our industry. Internet is becoming the first media. We spend much more time in front of our computer, than in front of our TV. And all the great stories travel on the Internet. When the story is good, the client benefits from a huge worldwide media plan for free. It is crazy not to integrate this new deal. Make a Hit on the Internet, should be the number one constraint in each brief.

To prosta konsekwencja zmieniającego się na naszych oczach tradycyjnego modelu mediów. Nowe media to zmiana sposobu komunikacji porównywalna z wynalazkiem braci Wright. Awiacja nie zastąpiła transportu lądowego czy morskiego mimo niewątpliwej jej przewagi jaką było połączenie niemożliwych wcześniej do pogodzenia zalet obu tych mediów. Sprawiła jedynie, że pewne nieosiągalne dotąd rzeczy stały się możliwe a dotychczasowe rozwiązania, poukładane na nowo, dostosowane zostały do tychże nowych możliwości tak, aby uzupełniały się możliwie najefektywniej.

Patrząc na ostatnie korekty Heinekena w Wielkiej Brytanii czy Chryslera w USA w budżetach reklamowych na korzyść innych mediów niż telewizja (motywowane między innymi właśnie wzrostem popularności VCR) można mieć nadzieję, że prędzej czy później nastąpią zmiany jakich życzyliby sobie i innym Fred i Farid.

The end of broadcast? [cz. 1]

czwartek, 3 Listopad 2005

W mediach tradycyjnych treści dystrybuowane są poprzez ‘broadcast’ – to znaczy istnieją pewne centralne punkty, w których przekaz powstaje i z których jest nadawany. Te punkty to stacje telewizyjne i radiowe, wydawcy gazet etc, z kolei poziom wyżej istnieją skupiające je grupy medialne. To, co je łączy, to właśnie jednokierunkowy, ‘nadawczy’ model przekazu od-do. Proces powstawania przekazu czerpie oczywiście z rzeczywistości i na tym etapie treści przepływają dwukierunkowo do i z punktu centralnego, niemniej jednak obróbka danych i ostateczny kształt przekazu tworzy się już bez udziału odbiorców. Nie łudźmy się zresztą – wiadomo, że ‘the medium is the message’ – media nie relacjonują rzeczywistości, one w dużej mierze ją kształtują, dlatego też można się spierać, czy media są faktycznie ‘dopiero’ czwartą władzą. Skrajny przykład oddziaływania mediów na rzeczywistość to przypadek Silvio Berlusconiego, premiera Włoch i magnata medialnego, który wygrał wybory w dużym stopniu dlatego, że kontrolował przekaz.

Istniejące środki wpływu odbiorców na nadawcę (np. listy do redakcji, sprostowania, czy w końcu możliwość wyboru innego nadawcy kiedy ten nam nie odpowiada) nie zmieniają tego stanu rzeczy – jeśli zostaniesz obrażony na pierwszej stronie gazety, sprostowanie w środku następnego numeru niczego nie zmieni – pamięć odbiorcy zalewanego strumieniem informacji jest krótka.

Jednym z najważniejszych zadań mediów jest kontrola trzech pozostałych władz – pytanie tylko, kto je będzie kontrolował? Przekonaliśmy się choćby przy okazji ostatnich wojen toczonych przez Stany Zjednoczone, że marki nawet najbardziej poważanych na świecie mediów nie gwarantują obiektywnego przekazu.

Tak jak nie sprawdziła się gospodarka sterowana centralnie, tak według mnie nie sprawdzają się ‘centrale nadawcze’, czyli media tradycyjne. Od organizacji, których celem jest pomnażanie pieniędzy akcjonariuszy możemy oczekiwać co najwyżej rozrywki, ale na pewno nie prawdy.