Archiwum z Marzec 2006

Kolonizują Internet!

czwartek, 23 Marzec 2006

Ludzie rzadko uświadamiają sobie przełomowość okresu, w którym żyją.

Zwykłym człowiekiem z pewnością nie jest magnat medialny Rupert Murdoch, który niespełna rok temu określał się mianem „cyfrowego immigranta”. Dziś, gdy News Corporation – jeden z największych światowych konglomeratów mediowych – po kilku spektakularnych przejęciach stał się jednym z najważniejszych internetowych graczy dorównując zasięgiem takim gigantom jak eBay, MSN czy Google, jego prezes i dyrektor zarządzający staje na czele awangardy nowo-mediowej rewolucji.

W wystąpieniu, które miało miejsce dziesięć dni temu, Murdoch zwraca bowiem uwagę na to, że technologie takie jak sieć WWW, używane przez miliony ludzi nie tylko do rozrywki lecz przede wszystkim do edukacji, sprawiają, że władza przechodzi z rąk właścicieli i zarządzających podmiotami medialnymi w ręce nowej generacji konsumentów:

Power is moving away from the old elite in our industry – the editors, the chief executives and, let’s face it, the proprietors. A new generation of media consumers has risen demanding content delivered when they want it, how they want it, and very much as they want it. […] I believe that the fusion of technology and science allied to the natural creativity embedded in the human spirit will enable us to surmount the dangers we undoubtedly face, and forge a better world for all of us. And equally I believe that what is loosely called the media will play a crucial role in shaping that destiny by facilitating the flow of ideas and the interaction of creative minds. Never has the flow of information and ideas, of hard news and reasoned comment, been more important.

Co więcej, według 74-letniego prezesa News Corp, prędzej czy później Internet stanie się głównym kanałem biznesowej i społecznej komunikacji oraz dostępu do informacji i rozrywki. Oczywiście, co przyznaje sam Murdoch, nikt w tej chwili nie zna recepty na sukces w tym Nowym Świecie. Zwraca jednak uwagę na to, że nowe technologie zazwyczaj umacniają media już istniejące a każde nowe medium sprawia, że starsze stają się bardziej kreatywne i bliższe konsumentom.

Co ciekawe przemówienie Murdocha miało miejsce na spotkaniu istniejącej od 1403 roku londyńskiej organizacji The Worshipful Company of Statnioners and Newspaper Makers, która w XVIII wieku broniła monopolu branży wydawniczej walcząc z pierwszą angielską ustawą określającą okres ochrony praw autorskich. Datowany na 1710 rok „Statut królowej Anny”, będący gwarancją rozwoju kultury opartą na ustanowieniu równowagi pomiędzy interesem wydawców a korzyściami dla społeczeństwa wynikającymi z powstania domeny publicznej, był przez angielskich księgarzy zaciekle zwalczany a później ignorowany.

Echa tych zmagań słychać do dziś. Wszelkie regulacje prawne przedłużające okres ochrony praw wydawców to jednocześnie ograniczenia dla rozwoju kultury. Tymczasem, o czym pisze Lawrence Lessig w „Wolnej kulturze”, w Stanach Zjednoczony w ciągu ostatnich 30 lat, w wyniku nacisku najbardziej zainteresowanych, okres ten wydłużony został trzykrotnie sprawiając, iż “kontrola procesów twórczych, która na początku była drobną regulacją, obejmującą niewielki fragment rynku twórczości, stała się jedynym i najważniejszym regulatorem wszelkiej istniejącej twórczości”.

Oczywiście „najbardziej zainteresowani” to konglomeraty takie jak News Corp, których powstanie w wyniku zmian w zakresie koncentracji i integracji mediów jest według autora „Wolnej kultury” zjawiskiem, które tak naprawdę sprawia, że problem regulacji prawnych związanych z prawami autorskimi staje się istotny. Według Lessiga koncentracja mediów ma bowiem znaczący wpływ na treści przez nie przekazywane:

Produkty takich ogromnych i skoncentrowanych sieci są coraz bardziej podobne do siebie. Coraz bezpieczniejsze. Coraz bardziej sterylne. Produkty programów informacyjnych takich sieci są w coraz większym stopniu dopasowywane do przesłania, które sieć chce głosić. Nie jest to partia komunistyczna, ale od wewnątrz musi to ją trochę przypominać. Nikt nie może kwestionować decyzji bez narażenia się na konsekwencje – niekoniecznie na zesłanie na Syberię, ale na pewno na karę. Opinie niezależne, krytyczne i odmienne są tłamszone. Nie jest to środowisko dobre dla demokracji.

Lessig pisząc o tym, że sama koncentracja mediów jest mniej zatrważająca niż jej charakter, powołuje się zresztą na artykuł Jamesa Fallowsa o Rupercie Murdochu, którego firmy “tworzą teraz system produkcji o nieporównywalnym stopniu integracji”.

Sam Murdoch odnosząc się do obaw tradycyjnych producentów i nadawców treści związanych z pojawieniem się na horyzoncie istotnych zmian w modelu konsumpcji mediów przyrównuje firmy eksperymentujące z nowymi metodami dystrybucji swojego contentu do europejskich odkrywców, którzy sześć wieków temu ryzykowali życie w imię poszerzania horyzontów ludzkości:

In the first Age of Discovery, some six hundred years ago, the great European explorers stood on the rim of the known world and set sail, literally, into the unknown. Technology had given them ships equipped, although barely so, for long voyages. Science provided rudimentary navigational aids, and royal and private treasuries the financing. But what sent Bartolomeu Dias, Christopher Columbus, John Cabot and Henry the Navigator across the ocean was not just a quest for new trade routes to the East. They consciously sought to expand the horizons of humanity, to risk their lives to find a new world.

That is where we are today. We are immeasurably better equipped than our ancestors to face the challenges posed by some of the issues I have raised this evening. But we must not lose our nerve. We must be prepared to take risks and accept that we will make mistakes, sometimes very large ones. Above all we must have what those great seafaring explorers had in abundance: the courage to use the technological change that is unfolding around us to help make a better world.

Niewątpliwie, od conajmniej kilkunastu miesięcy jesteśmy świadkami istotnego wzrostu zainteresowania Nowym Światem jakim jest, dla wielkich graczy na rynku mediów, Internet. Pytanie tylko kto skorzysta na jego kolonizacji budując imperium na wzór szesnasto- i siedemnastowiecznej Hiszpanii.

Jakkolwiek romantycznie by się nie kojarzyły wyprawy, do których odwołuje się Rupert Murdoch, zapoczątkowały one kolonializm i politykę imperializmu. Przyczyny zaś tych ostatnich – między innymi przeludnienie obszarów wyżej rozwiniętych, dążenie do zmonopolizowania handlu międzynarodowego czy po prostu zwykła chęć poszukiwania drogocennych kruszców i surowców – są łudząco podobne do czynników jakie w tej chwili zmuszają konglomeraty takie jak News Corp do eksperymentów w długo ignorowanych przez nie dziedzinach. Porównanie Murdocha wydaje się więc genialną ilustracją obecnie zachodzących zmian. Chociażby w kwestii piractwa, które większości z nas kojarzy się z procederem jaki rozkwitł w rejonach Karaibów na tle rozwoju kolonializmu. Tak czy inaczej, najistotniejszym problemem związanym z mającym miejsce przełomem pozostaje wpływ tych procesów na kształt kultury Internetu. Idealnym przykładem tego zjawiska i potencjalnych zagrozeń z nim związanych są przejęcia serwisów, wokół których skupiają się duże społeczności tworzone przez internautów (NBC i iVillage oraz News Corp i MySpace).

Tomasz Goban-Klas we wspomnianym na początku notki tekście odwołuje się bowiem do esencji myśli Marshalla McLuhana, który twierdził, że technologia elektroniczna będąca medium naszych czasów “przekształca i zmienia charakter stosunków społecznych oraz wpływa na wszystkie sfery naszego życia”:

Zmusza ona do ponownego rozważenia każdej idei, każdego działania i każdej instytucji, które dotychczas uznawaliśmy za podstawowe. Wszystko ulega zmianie – ty, twoja rodzina, sąsiedztwo, wykształcenie, twój stosunek do innych ludzi […] Wszystkie media przekształcają nas całkowicie: nic nie zostanie niezmienione, nietknięte. The medium is the massage. Zrozumienie przemian kulturowych i społecznych możliwe jest jedynie wówczas, gdy rozważymy działanie mediów jako środowiska. Wszystkie media są przedłużeniem naszych zdolności – psychicznych czy fizycznych […] Przedłużenie dowolnego zmysłu zmienia nasz sposób myślenia i działania – sposób, w jaki postrzegamy świat.

They think we’re just this old media brand…

sobota, 11 Marzec 2006

W zeszłym miesiącu sieć NBC zmusiła serwis YouTube.com do zaprzestania udostępniania klipów video z popularnego programu rozrywkowego „Saturday Night Live” nadawanego w NBC od ponad trzydziestu lat.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż YouTube.com to ogromny potencjał wirusowy tworzony przez jego użytkowników, którzy każdego dnia umieszczają na nim ponad 20 tysięcy nowych klipów polecając je swoim znajomym. Większość materiałów publikowanych na YouTube.com to atrakcyjny content tworzony oddolnie przez zwykłych internautów. Wśród nich znalazły się jednak fragmenty z „Saturday Night Live”, które – jak można się było spodziewać – cieszyły się ogromną popularnością.

Krótko mówiąc, z pomocą swoich prawników, NBC zrezygnowała z możliwości darmowej promocji i dystrybucji swojego contentu w superwęźle, na którym codziennie uruchamianych jest 15 milionów strumieni video. A wszystko to po to, aby miesiąc później udostępnić on-line ten sam content w nadziei stworzenia podobnego potencjału na własnej witrynie. Według Stephen’a Andrade’a z NBC głównym powodem tej decyzji była bowiem potrzeba promocji NBC:

We were concerned about building their corporation instead of ours since it’s our video. […] We would like to make it as easy for people to share as we can, so we’re trying to provide as many tools as we can to do that. […] We have a lot of good interesting content on NBC.com. And people don’t know it exists. They think we’re just this old media brand.

Można mieć poważne wątpliwości czy witryna NBC, jak głosi notka przy opublikowanych na niej fragmentach video, to dla użytkowników “one convenient location” i czy przychody z reklamy na niej przyniosą NBC więcej korzyści niż buzz generowany przez YouTube.com oraz jak to się ostatecznie przełoży na budowanie wizerunku NBC. Niemniej, w erze product placementu*, postępowanie NBC powinno dzwić.

Całkiem niedawno inna amerykańska sieć eksperymentująca z dystrybucją swojego contentu w Internecie również rozpoczęła udostępnianie go na własnej witrynie. CBS, bo o niej mowa, nieusatysfakcjonowana modelem oferowanym przez Google Video Store, sprzedaje obecnie odcinki popularnego show “Survivor” na swojej stronie. Jednak w przeciwieństwie do NBC, CBS nie wycofała się z innych, nie kontrolowanych przez nią, węzłów.

Funkcjonujące w sieci serwisy agregujące treści video – zarówno płatne jak i darmowe – oferują użytkownikom content o wiele bogatszy i bardziej zróżnicowany niż treści dostarczane przez którąkolwiek sieć czy stację telewizyjną. I nawet jeżeli dzisiaj nie ma pewności czy da się korzystać z ich zasięgu nie tracąc kontroli nad percepcją własnego brandu, jasne jest, że przyszłość dzisiejszych sieci telewizyjnych to rozsądna współpraca z partnerami o tak zróżnicowanym profilu jak iTunes czy YouTube.com. Wydaje się to rozumieć CBS, którego prezes – Leslie Moonves – zapytany o relację twórca/dostawca contentu odpowiedział:

They need our content, we need their technology. We argue about which is more important. I think ultimately my content – no matter how you get it, content is still the most important thing.

Opublikowany niedawno raport IBM – “The end of TV as we know it” – sugeruje, iż dystrybucja contentu “na żądanie” (on demand) stanie się w przyszłości jednym z najważniejszych źródeł przychodów dla twórców i nadawców treści multimedialnych. Różnica zaś między “starymi” i “nowymi” markami mediowymi, jeżeli w ogóle, przejawiać się będzie w otwartości i skłonności do podejmowania ryzykownych decyzji.

Jakkolwiek więc skomplikowany, z punktu widzenia dotychczasowych twórców i nadawców, nie byłby świat cyfrowej dystrybucji contentu telewizyjnego, sieci takie jak NBC czy CBS muszą eksperymentować w poszukiwaniu modeli możliwie jak najszerszej dystrybucji swojego contentu w formie jak najwygodniejszej dla jego odbiorców. Wszelkie badania nad naturą nowych mediów dowodzą bowiem, że wraz z większą kontrolą odbiorcy nad treściami przekazywanymi przez media, równolegle zwiększa się ich konsumpcja.

Świetną lekcją dla dzisiejszych pionierów niepewnie poruszających się w dynamicznie zmieniającym się krajobrazie mediów są bolesne “cyfrowe” doświadczenia branży muzycznej, która już zrozumiała główną myśl wspomnianego raportu IBM Institute for Business Value:

Companies must get in front of change… or consumers threaten to leave them behind.

* W 1982 roku, gdy twórcy „E.T.” poprosili M&Ms o pozwolenie na umieszczenie ich cukierków w filmie, M&Ms odmówił. W efekcie w filmie pojawiły się Reese’s Pieces firmy Hershey Foods Corporation, których sprzedaż po powiązanej z filmem kampanii reklamowej wzrosła o 66%. I znów nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że zaskoczona nietypową prośbą producentów firma M&Ms motywowała swoją decyzję obawą o… swój wizerunek.

Cyfrowo-internetowe tsunami

niedziela, 5 Marzec 2006

Edwin Bendyk, “Świat za darmo?” (Polityka, nr 9/2544, 4 marca 2006):

[…] Kluczem do zrozumienia zbliżającej się, a właściwie już trwającej rewolucji jest pojęcie cyfrowej konwergencji. Ma ono dwa znaczenia. Po pierwsze, oznacza, że na skutek rozwoju technologii komputerowych każda treść, od zwykłej rozmowy po tekst, obraz i film można zakodować w sposób zrozumiały dla mikroprocesorów, czyli zakodować jako binarny ciąg zer i jedynek. Po drugie, konwergencji ulegają kanały dystrybucji – cyfrową treść można dostarczać do odbiorcy poprzez sieć telefoniczną, sieć telewizji kablowej, satelitarnej, naziemnej, ewentualnie na krążkach CD i DVD.

Co to oznacza w praktyce? Nagle, niemal z dnia na dzień, zacierają się granice między rozdzielonymi dotychczas sferami życia i biznesowej konkurencji. W epoce przedcyfrowej operatorzy telekomunikacyjni konkurowali z innymi operatorami, telewizje naziemne z telewizjami naziemnymi, satelitarne z satelitarnymi, tygodniki z tygodnikami. To jednak przeszłość. […] Nieuchronne otwarcie na cyfrowy świat oznacza konkurencję w zupełnie nieznanych obszarach z nieznanym często przeciwnikiem. […]