
Tradycyjny przekaz telewizyjny jest nierozerwalnie powiązany z czasem. W idealnym świecie, w którym wszyscy ludzie (albo przynajmniej w obrębie grup społecznych) pracują w tych samych godzinach, w tych samych odpoczywają i w tych samych włączają telewizor, taki model wydaje się racjonalny.
W prawdziwym świecie – czy też raczej świecie ponowoczesnym1 – obserwujemy jednak postępujące oderwanie od czasu. We wszystkich społeczeństwach rozwiniętych zwiększa się odsetek ludzi pracujących w sektorze usług (charakteryzujących się elastycznym czasem pracy), a zmniejsza zatrudnienie w przemyśle (klasyczne godziny pracy: 8-16, 9-17) i rolnictwie2. Społeczeństwo się rozwarstwia – w coraz mniejszym stopniu stanowi zbiór dużych, spójnych grup (“białe kołnierzyki”, pracownicy fizyczni, gospodynie domowe etc), a w coraz większym konglomerat drobnych, różniących się od siebie nisz.
Rezultatem globalizacji jest polaryzacja społeczeństwa i indywidualizacja. Różnimy się od siebie coraz bardziej, a to znaczy, że jako całość jesteśmy coraz słabiej sprecyzowaną grupą docelową.
Zmienia się również tzw. społeczny model konsumpcji mediów. Rozpad instytucji rodziny sprawił, że coraz rzadziej możemy zobaczyć całą rodzinę skupioną wokół telewizora (oczywiście większym problemem jest to, że coraz rzadziej można zobaczyć rodzinę przy wspólnych posiłkach, skupmy się jednak na telewizji).
