We wstępie do “29,99″ piszemy, że “Internet nie zastąpi telewizji”. Jest to bardziej deklaracja mająca świadczyć o preferowanym przez nas charakterze wypowiedzi niż jakieś autetyczne przekonanie, o którym chcielibyśmy dyskutować. Trudno bowiem mówić o zastępowaniu jednego medium przez inne w świecie dążącym do możliwie maksymalnej integracji poszczególnych kanałów komunikacji. Możemy co najwyżej zastanawiać się, jak będą kształtować się relacje między nimi wraz z postępującą konwergencją. Śmierć mediów tradycyjnych, wieszczona często w kontekście najmłodszych grup wiekowych, jest jednak zdecydowanie przesadzona.
Przeprowadzone w zeszłym roku przez Yahoo! i OMD badanie “Truly, Madly, Deeply Engaged. Global Youth, Media and Technology” wskazuje wprawdzie, że dla młodego pokolenia “digital natives” najważniejsze media to internet i telefonia komórkowa, jednak jego autorzy zwracają jednocześnie uwagę na zjawisko określane przez nich jako “media meshing”. Wiąże się ono bezpośrednio z innymi zachowaniami często przytaczanymi podczas analizy konsumpcji mediów przez osóby między 13 a 24 rokiem życia, a więc współkorzystaniem z wielu mediów na raz i multitaskingiem (wykonywaniem kilku czynności w tym samym czasie).
Samo zjawisko “media meshingu” można zilustrować na przykładzie użytkowników szerokopasmowego dostępu do sieci, z których ponad połowa korzysta z internetu podczas obcowania z mediami tradycyjnymi takimi jak radio, prasa lub telewizja. Naturalnie, wśród osób dysponujących bezprzewodowym dostępem do internetu zjawisko to nasila się jeszcze wyrażniej. Przy czym, według autorów raportu, internet i telewizja to najczęściej współużytkowane lub użytkowane po sobie media.
Przekłada się to bezpośrednio na możliwość “przeskakiwania” z jednego środka przekazu na drugi, np. news podany przez telewizję jest następnie pogłębiany i konfrontowany z różnymi punktami widzenia w sieci. Internet pełni więc w krajobrazie medialnym “digital natives” rolę dopełniającą, umożliwiając pogłębienie tematu, zaś telewizja jest tłem i punktem wyjściowym multimedialnej eskapady. Do podobnych wniosków doszli badacze z Online Publishers Association na podstawie danych z badania “A Day in the Life: An Ethnographic Study of Media Consumption”.
W marcu pisałem o tym, że w erze product placementu zmuszenie YouTube.com do zaprzestania dystrybucji contentu należącego do NBC musi dziwić. NBC swoje działania tłumaczyła wówczas potrzebą promocji własnej marki w Internecie oraz tym, że witryna NBC jest dla internautów “one convenient location” a także, co już bardziej oczywiste i sensowne, względami prawnymi. Kilka miesięcy później NBC i YouTube zawarły porozumienie. Według AdAge na jego mocy YouTube ma hostować content promujący jesienną ramówkę NBC, które z kolei będzie odsyłać swoich widzów na strony YouTube. John Miller, chief marketing officer NBC, określił zaś YouTube jako “idealnego partnera online”.
Rok 2006 jest więc niewątpliwie przełomowy w kwestii współpracy między mediami tradycyjnymi i interaktywnymi. W ciągu najbliższych kilkunastu lat zrezygnujemy prawdopodobnie z obowiązującej dzisiaj nomenklatury nakazującej dzielić media według odbiornika i kanału dotarcia. Przesłanek ku takiemu myśleniu jest wiele – od postępującej cyfryzacji począwszy po coraz większą multimedialność urządzeń służących do odbioru przekazów. Internet staje się coraz częściej centrum tej konstelacji agregując content dotychczas dostępny w bardziej wyspecjalizowanych mediach. Możliwy zaś do zaobserwowania przepływ contentu między “zazębiającymi się” środkami przekazu będzie wraz z następującymi w przyszłości zmianami technologicznymi coraz bardziej naturalny i transparentny.