W klatce nowych mediów

(…) 2,5 mln lat temu miało miejsce szalenie interesujące wydarzenie w historii ewolucji. Wtedy po raz pierwszy obrobiono kamienie, by za ich pomocą rozdrobnić pożywienie. Proces, który normalnie przebiega wewnątrz ciała, został przeniesiony na zewnątrz. Myślę, że jeśli istniał początek ludzkości, to był ten moment. (…)

Powyższy cytat pochodzi z wywiadu z Friedmannem Schrenkiem (tygodnik “Forum” nr 32/33, za “Süddeutsche Zeitung”). Niemiecki paleontolog tłumaczy w nim, iż jednym z kamieni milowych ewolucji, w którym “człowiek zaczął wyzwalać się z bezpośredniego związku z naturą”, było powstanie techniki. Zwraca też między innymi uwagę na to, że w miarę uniezależniania się od natury równolegle uzależniamy się od narzędzi, które nam do tego służą:

To wszystko zaczęło się w tej jednej chwili 2,5 mln lat temu. Wzrastająca niezależność od natury i jednocześnie postępujące uzależnienie od narzędzi to do dzisiaj ludzki konflikt. Należy o tym pamiętać, kiedy ludzie odnoszą się do techniki z niezrozumiałą wrogością. Powstanie techniki było zapłonem naszej ewolucji. Człowiek zaczął się wyzwalać z bezpośredniego związku z naturą. Tak jak Adam i Ewa.

Schrenk w swojej wypowiedzi używa pojęcia “niezrozumiałej wrogości”. Wydaje się, że może tutaj chodzić o wrogość wynikającą z niezrozumienia. Zaproponowana przez niego definicja techniki (“przeniesienie na zewnątrz procesu, który normalnie przebiega wewnątrz ciała”) jest zresztą świetnym przykładem sposobu w jaki istotę mediów rozumiał (nomen omen) Marshall McLuhan, który mówił wręcz o “końcu ery neolitycznej w epoce elektryczności”:

(…) Po wielu tysiącach lat wykształcania wyspecjalizowanych nawyków, technologii oraz wytwarzania specjalistycznych narzędzi odkryliśmy obwód elektryczny. Tenże obwód przywiódł nas do końca ery neolitycznej. Przez cały czas jej trwania – także w jej końcowej fazie – dziewiętnastowiecznej epoce przemysłowej, zajmowaliśmy się specjalizacją, fragmentyzacją oraz rozwojem urządzeń będących ostatecznie przedłużeniem którejś z kończyn. Dzięki obwodom elektrycznym zamiast przedłużeń ręki, nogi czy ramion, możemy zaangażować cały nasz system nerwowy; trudno o większe zaangażowanie. (źródło: odczyt na konferencji Vision 65, za “McLuhan. Wybór tekstów”)

Kanadyjski badacz mediów w swoich pismach wielokrotnie podkreślał przekonanie o “paraliżującym wpływie” nowych technik “drastycznie poszerzających nasze zmysły”:

(…) wszystkie media, od alfabetu fonetycznego do komputera, są takimi przedłużeniami zmysłów człowieka, które wprowadzają głębokie i trwałe zmiany w nim samym, a także przekształcają jego środowisko. Takież przedłużenie powoduje zintensyfikowane, rozwinięcie organów, zmysłów czy funkcji, a gdy tylko ono następuje, centralny układ nerwowy w celu samoobrony zdaje się paraliżować zaatakowany obszar, izolując go i znieczulając – wyklucza to uświadomienie sobie przyczyny dolegliwości. Proces ten przypomina to, co dzieje się z ciałem w warunkach szoku bądź stresu, albo to, co dzieje się z umysłem wedle Freudowskiej koncepcji represji. Tę szczególną formę samohipnozy nazywam narcystyczną narkozą, syndromem, w ramach którego człowiek pozostaje tak samo nieświadomy psychicznych i społecznych skutków działania nowej techniki, jak ryba jest nieświadoma wody, w której pływa. (źródło: wywiad / “Playboy” / marzec 1969, za “McLuhan. Wybór tekstów”)

Znajdujemy się więc w sytuacji, w której nie jesteśmy świadomi istoty zmieniającej się na naszych oczach rzeczywistości, choć niezaprzeczalnie mamy świadomość, że zmiana następuje.

W cytowanym przemówieniu McLuhan stwierdził między innymi, że “w środowisku utworzonym z elektrycznej informacji” współczesna mu młodzież “staje się przetwornikiem danych na ogromną skalę” i “pracuje ciężej niż jakiekolwiek dziecko we wcześniejszych ludzkich środowiskach – z tym, że jego praca polega na przetwarzaniu danych”. Już wtedy bowiem telewizja, będąca medium relatywnie nowym, angażowała więcej zmysłów odbiorcy niż jakiekolwiek medium wcześniej.

Gdy natomiast uświadomimy sobie jak powszechne obecnie są multimedia i jak często obcujemy z wieloma z nich w tym samym momencie, w pełni jasne stanie się dla nas twierdzenie kanadyjskiego uczonego mówiące, iż “zalewanie tubylców powodzią zjawisk, do których przyjęcia nikt ich nie przygotował, jest typową funkcją ekspansji współczesnej techniki” (źródło: Marshall McLuhan, “Zrozumieć media”). Łatwiej też będzie nam zrozumieć dlaczego w epoce, w której prawdopodobnie ostatecznie staniemy się panami własnej ewolucji, tak bardzo pragniemy powrócić do, bliżej nieokreślonej, natury i porządku jaki z nią się wiąże.

McLuhan określał te próby mianem “samoobronnych mechanizmów ucieczki”. Ich klasycznym przykładem jest niepokój Platona wywołany pismem czy wątpliwości Arystotelesa radzącego ufać świadectwu nagich zmysłów a nie urządzeniom technicznym. Podobną postawę, na pierwszy rzut oka, reprezentuje współczesny nam Dylan Evans – filozof nauki przekonany o tym, iż kluczem do szczęścia lub nawet przetrwania człowieka jest prymitywizm. Postuluje on “powrót do prostego życia w zgodzie z naturą” (”Z klatki do lasu”, “Forum” za “The Times”, 08.06.2006):

Ewoluowaliśmy przez trzy miliony lat. 99,9% tego czasu spędzaliśmy w małych grupach zbieracko-łowieckich, znających jedynie najprostsze przyrządy, takie jak np. łuki i strzały. (…) Dominujący dziś pogląd głosi, że nowoczesny styl życia jest dla nas najlepszy, ale moim zdaniem jesteśmy do niego fatalnie przystosowani. Żadna społeczność nie miała tyle wolnego czasu co grupy myśliwych i zbieraczy. Zdobycie i przygotowanie pożywienia zajmowało im średnio dwie godziny dziennie. Poza tym dużo spali, bawili się, kochali i snuli opowieści. Nie musieli pracować, by przetrwać; nie wiedzieli, co to hierarchia.

Tym co zmieniło świat idealizowanych przez niego grup myśliwych i zbieraczy była właśnie technika, która doprowadziła – w ramach rewolucji neolitycznej – do nieodwracalnych zmian w ich środowisku. Dzięki nowym narzędziom dynamicznie rozwinęło się wówczas rolnictwo, wzrosła produkcja żywności, to zaś pozwoliło żyć wspólnie większym grupom ludzi zmieniając dominujący tryb życia i wszelkie jego aspekty. Idąc tym tropem Evans pragnie przeprowadzić eksperyment mający na celu stworzenie, pod pretekstem symulacji środowiska post-industrialnego, utopijnej osady odtwarzającej, na ile to możliwe, zasady, które rządziły światem człowieka dziesięć tysięcy lat temu.

W osadzie Evansa obowiązywać będzie zakaz oglądania telewizji i używania telefonów (choć co ciekawe możliwe będzie korzystanie z internetu). Wszystko to w imię czegoś co można określić mianem próby odnalezienia równowagi między naturą a techniką poprzez eliminację zbędnych bodźców i mediów. Według Evansa człowiek współczesny jest bowiem “jak dzikie zwierze wyrwane ze swego naturalnego otoczenia i zamknięte w klatce”. Podobnie nasze położenie wobec techniki obrazował McLuhan. Tym co wydaje się jednak odróżniać stanowisko kanadyjskiego badacza mediów od postulatów Evansa jest przekonanie, iż swoistym remedium na “paraliżujący” wpływ nowych mediów jest raczej dogłębne ich zrozumienie niż z nich rezygnacja:

W przeszłości skutki działań mediów dotykały nas stopniowo, pozwalając jednostkom i społeczeństwom zabsorbować i rozładować w pewnym zakresie ich wpływ. Dzisiaj, w elektronicznej epoce natychmiastowej komunikacji, sądzę, że przetrwanie, a przynajmniej nasze dobre samopoczucie i szczęście, jest uzależnione od zrozumienia charakteru naszego nowego środowiska, ponieważ w przeciwieństwie do dawnych zmian środowiska, elektryczne media wprowadzają powszechną i niemal natychmiastową transformację kultury, wartości i postaw. Taki nagły wstrząs sprowadza potężny ból i utratę tożsamości, co można złagodzić jedynie poprzez w pełni świadome uprzytomnienie sobie dynamiki tejże zmiany. Jeżeli pojmiemy te rewolucyjne transformacje wywołane nowymi mediami, to będziemy mogli je antycypować i kontrolować, jeśli jednak nadal będziemy trwać w podświadomym transie, to pozostaniemy ich niewolnikami.

ps. Planowany na lata 2007-2008 eksperyment Evansa w żaden sposób nie stoi w sprzeczności z radami jakie pozostawił nam McLuhan – poniekąd jest wręcz odwrotnie. Eksperymentalna futurologia Evansa jest na swój sposób bowiem czymś co McLuhan określał mianem “antyśrodowiska” tudzież “kontrśrodowiska” a więc warunków niezbędnych do “zdania sobie sprawy z istnienia środowiska, w którym żyjemy oraz tych, które sami stwarzamy środkami technicznymi”, które jest “w okresie swego powstawania niedostrzegalne” a “staje się całkowicie dostrzegalne dopiero wówczas, gdy zostanie zastąpione nowym”:

W naszym postrzeganiu świata jesteśmy zawsze o krok w tyle. Ponieważ jesteśmy porażeni każdą nową techniką – która z kolei stwarza zupełnie nowe środowisko – robimy wiele, aby dawne środowisko stało się lepiej dostrzegalne. Czynimy tak, obracając je w formę sztuki i przywiązując się do przedmiotów i atmosfery, które je cechowały.

Komentarze są wyłączone.