Prasa w czasach hiper-informacji

18 listopada 2005

Przy okazji nekrologu dla France-Soir Leopold Unger pisze o roli prasy w czasach internetu:

Kryzys prasy jest światowy, każdy szuka drukowanej riposty na zjawisko elektronicznej nadinformacji, która, twierdzą niektórzy, bywa często dezinformacją, a czasem dezorientacją obywatela. Żeby kryzysowi sprostać, trzeba zrozumieć, że ratunek i misja prasy drukowanej leży nie w wyścigu z radiem, telewizją czy internetem, a w powadze i wiarygodności informacji, mądrości aktualnego komentarza i jakości kontekstu, czyli umiejscowienia newsa we właściwej hierarchii rozumu, czasu i przestrzeni. W przekazaniu czytelnikowi elementów niezbędnych nie do obejrzenia, a do zrozumienia otaczających go zjawisk, tak na przedmieściu Paryża, co w Iraku, w udostępnieniu mu klucza do rzeczywistości, instrumentu niezbędnego dla sprostania wyzwaniom jego czasów.

Advertising is a weapon of mass creation

4 listopada 2005

W „Gunn Report 2004” znaleźć można interesujący tekst, w którym Frederic Raillard i Farid Mokart we właściwy sobie sposób wieszczą koniec reklamy jaką znamy…

adv

W zasadzie rzecz sprowadza się do prostego spostrzeżenia, iż obecnie reklamy w umysłach konsumentów nie konkurują ze sobą lecz ze wszystkimi opowieściami przenoszonymi za pomocą mediów. I choć założyciele Marcela posługują się w swoim rozumowaniu między innymi karkołomnym przykładem, rozsławionego podczas zeszłorocznego Super Bowl, sutka Janet Jackson to trudno odmówić im racji, gdy twierdzą, że pomimo ogromnych budżetów reklamowych opowieści konstruowane przez agencje reklamowe w porównaniu z właściwym przekazem mediów są w większości przypadków bezmyślne, nudne, denerwujące i głupie.

Od tej reguły są jednak wyjątki:

Every year, some of us manage to produce stories that are noticed, understood and loved all over the planet. Some of our stories manage to find the Holly Graal of advertising: Universality. These stories are easily recognizable: They are the stories that make us laugh, cry, dance, yell, or love. They are the stories that make us react. They are the stories that really touch us as viewers. They are the stories that we love to talk about. They are the stories that we send to our friends and family through the Internet. These stories are much bigger than advertising. They are just strong stories.

Co ciekawe ratunku dla reklamy Fred i Farid upatrują w zjawiskach, które są w opinii niektórych gwoździem do trumny branży reklamowej w jej obecnej massmediowej formie – TiVo i fenomenie marketingu wirusowego:

Today the viral phenomenon is one of the biggest things happening to our industry. Internet is becoming the first media. We spend much more time in front of our computer, than in front of our TV. And all the great stories travel on the Internet. When the story is good, the client benefits from a huge worldwide media plan for free. It is crazy not to integrate this new deal. Make a Hit on the Internet, should be the number one constraint in each brief.

To prosta konsekwencja zmieniającego się na naszych oczach tradycyjnego modelu mediów. Nowe media to zmiana sposobu komunikacji porównywalna z wynalazkiem braci Wright. Awiacja nie zastąpiła transportu lądowego czy morskiego mimo niewątpliwej jej przewagi jaką było połączenie niemożliwych wcześniej do pogodzenia zalet obu tych mediów. Sprawiła jedynie, że pewne nieosiągalne dotąd rzeczy stały się możliwe a dotychczasowe rozwiązania, poukładane na nowo, dostosowane zostały do tychże nowych możliwości tak, aby uzupełniały się możliwie najefektywniej.

Patrząc na ostatnie korekty Heinekena w Wielkiej Brytanii czy Chryslera w USA w budżetach reklamowych na korzyść innych mediów niż telewizja (motywowane między innymi właśnie wzrostem popularności VCR) można mieć nadzieję, że prędzej czy później nastąpią zmiany jakich życzyliby sobie i innym Fred i Farid.

The end of broadcast? [cz. 1]

3 listopada 2005

W mediach tradycyjnych treści dystrybuowane są poprzez ‘broadcast’ – to znaczy istnieją pewne centralne punkty, w których przekaz powstaje i z których jest nadawany. Te punkty to stacje telewizyjne i radiowe, wydawcy gazet etc, z kolei poziom wyżej istnieją skupiające je grupy medialne. To, co je łączy, to właśnie jednokierunkowy, ‘nadawczy’ model przekazu od-do. Proces powstawania przekazu czerpie oczywiście z rzeczywistości i na tym etapie treści przepływają dwukierunkowo do i z punktu centralnego, niemniej jednak obróbka danych i ostateczny kształt przekazu tworzy się już bez udziału odbiorców. Nie łudźmy się zresztą – wiadomo, że ‘the medium is the message’ – media nie relacjonują rzeczywistości, one w dużej mierze ją kształtują, dlatego też można się spierać, czy media są faktycznie ‘dopiero’ czwartą władzą. Skrajny przykład oddziaływania mediów na rzeczywistość to przypadek Silvio Berlusconiego, premiera Włoch i magnata medialnego, który wygrał wybory w dużym stopniu dlatego, że kontrolował przekaz.

Istniejące środki wpływu odbiorców na nadawcę (np. listy do redakcji, sprostowania, czy w końcu możliwość wyboru innego nadawcy kiedy ten nam nie odpowiada) nie zmieniają tego stanu rzeczy – jeśli zostaniesz obrażony na pierwszej stronie gazety, sprostowanie w środku następnego numeru niczego nie zmieni – pamięć odbiorcy zalewanego strumieniem informacji jest krótka.

Jednym z najważniejszych zadań mediów jest kontrola trzech pozostałych władz – pytanie tylko, kto je będzie kontrolował? Przekonaliśmy się choćby przy okazji ostatnich wojen toczonych przez Stany Zjednoczone, że marki nawet najbardziej poważanych na świecie mediów nie gwarantują obiektywnego przekazu.

Tak jak nie sprawdziła się gospodarka sterowana centralnie, tak według mnie nie sprawdzają się ‘centrale nadawcze’, czyli media tradycyjne. Od organizacji, których celem jest pomnażanie pieniędzy akcjonariuszy możemy oczekiwać co najwyżej rozrywki, ale na pewno nie prawdy.